Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Niektórzy powiedzieliby, że Chiny się "ucywilizowały", ale ja tego słowa nie lubię - każdy naród, każde plemię ma swój sposób bycia, swoje przyzwyczajenia. To słowo przywołuje mi też dramat kolonializmu, gdy biali ludzie uczyli tubylców, jak się zachowywać w "cywilizowany" sposób - czasem przez obcinanie im rąk, czasem przez wszczynanie wojen (cywilizacja agresji?). Ja bym powiedział, że Chiny stały się spokojniejsze i bardziej kulturalne. Konkrety: kierowcy nie trąbią na przechodniów, wiele osób ograniczyło plucie/charkanie na ulicy, już prawie nikt nie przepycha się do autobusu/metra, zrobiło się też spokojnie na stacjach kolejowych. Takich przykładów jest mnóstwo. To kulturalne zachowanie widać na ulicach, w restauracjach, sklepach. Kiedyś Chiny były taką dżunglą miejską, trzeba było walczyć o przetrwanie, o jedzenie, o zarobek, o lepsze miejsce, o klienta. Skutery-taksówki, moto-riksze na wsi, na prowincji wjeżdżały prawie ludziom na stopy, by skorzystali z ich usług. Na granicy Shenzhen-Hong Kong sklepikarze namawiali na zakup wody, przekąsek itp. Na każdym deptaku, prawie przy każdej większej restauracji ludzi nagabywali żebracy. Życie było po prostu ciężkie i liczył się każdy yuan. Teraz jest zupełnie inaczej i nam, "białym ludziom" też żyje się tam łatwiej. Niektóre młode osoby zwiedzające Chiny nie wiedzą nawet, jak było kiedyś w Kraju Środka, 20 lat temu, jak ogromny krok zrobiły Chiny nie tylko w kwestii rozwoju, technologii, ale właśnie zachowania, kultury! Miałem okazję to wszystko obserwować i jestem pod wrażeniem.
Chińczycy to jednak zaradny naród, bardzo zaradny. Donald Trump wprowadza większe cła na produkty z Chin, tylko że... wiele chińskich firm produkuje już w Stanach Zjednoczonych. Osobiście znam firmę handlową, która eksportuje suplementy diety i maszyny farmaceutyczne. Ten znajomy od roku mieszka w Kanadzie. Zaangażował swojego brata w przygotowanie fabryki w Seattle. Do fabryki sprowadzili oczywiście chińskie maszyny, chińskich inżynierów, managerów. Będą produkowali swoje wyroby i cła ich nie dotyczą. Inna koleżanka mojej żony sprzedaje głównie do USA urządzenia AGD. Teoretycznie nowe cła zagrażają jej firmie. Dlatego właśnie rozpoczęła współpracę z Malezyjską firmą handlową, która w jej imieniu będzie eksportowała towary do USA. Oczywiście na innych cłach. Zaradność!
Jak wiecie na tej stronie nie ma za dużo polityki, ale już chyba wiem, czemu Trump tak szybko chce się dogadać z Putinem w kwestii pokoju na Ukrainie. Im bardziej Rosja zbliży się do Chin, tym gorzej dla USA. Dwa mocarstwa takie jak Kraj Środka i Rosja, wspierane dodatkowo przez dużą część Afryki i niektóre kraje arabskie byłyby potęgą. Ogromne zagrożenie dla USA. Jeśli więc Stany mają poświęcić Ukrainę i większość państw UE to tak zrobią. Nie mogą pozwolić, by współpraca, wymiana handlowa, wymiana technologii między Chinami a Rosją trwała nadal. To jest widoczne nawet na ulicach w Chinach - rosyjskie sklepy, rosyjscy turyści, wielu rosyjskich handlowców na Targach Kantońskich, tłumy Rosjan w Sanyi. Amerykanie muszą przerwać trochę te więzi lub je chociaż rozluźnić.
Dużo teraz zamieszania w kwestiach sztucznej inteligencji DeepSeek. Jak znam życie, a trochę już znam życie to DeepSeek najpierw będzie ciekawostką, później spowszechnieje, a na koniec będzie wirtualnym złem z Chin! Oczywiście nie mówię tutaj o atutach sztucznej inteligencji, rozwoju, nowych możliwościach i postępie technologicznym, ale o kwestiach politycznych. Wszystkie walory, atuty tego "urządzenia" zostaną przykryte kwestiami praw człowieka, praworządności, zakłamaniu pewnych faktów, zmianie historii itp. Zachodnie media może za kilka miesięcy, może za kilka lat będą zwracały uwagę na to, że DeepSeek prezentuje poglądy słuszne z linią komunistycznej partii Chin, albo że manipuluje i wpływa na poglądy ludzi. Wiadomo, jak Amerykanie na to patrzą. Świat zachodni chce wpływać na swój sposób, więc jest to po prostu kolejny rodział walki dwóch mocarstw.
Jak zapewne wiecie 29 stycznia rozpoczął się Rok Węża w Kraju Środka. Jest to okres, w którym każdy, dosłownie KAŻDY Chińczyk ma wolne. W Chinach za bardzo nie ma urlopów, nie praktuje się "letnich" wyjazdów zagranicznych, wycieczek rodzinnych, wczasów nad morzem. Jeśli już, to dzieci wyjeżdżają z dziadkami lub we własnym gronie, z rówieśnikami na jakieś kolonie, obozy. Chociaż często jest też tak, że w wakacje dzieci się po prostu uczą. Chodzą na różne zajęcia dodatkowe, jakieś kursy, mają sporo lektur itp. Wracając jednak do okresu świąt noworocznych - wiele rodzin spędza je w domu, ale coraz więcej osób podróżuje. W sumie współczuję im takich wyjazdów. Wszędzie tłumy, wszędzie kolejki, ciasno, głośno, zablokowane autostrady... ale mieszkańcy Chin w zasadzie do tego przywyknęli. Stoją w kolejkach, w korkach, mają cierpliwość, rzadko się denerwują. My, obcokrajowcy patrzymy na to wszystko z niedowierzaniem, jesteśmy w szoku - jak to można tolerować, jak tak można odpoczywać. To jest takie życie w dużej gromadzie, ciągle ktoś nas otacza, ciągle ktoś jest w tej naszej prywatnej strefie komfortu. Oni po prostu tak dorastali - w szkołach, przedszkolach. Zawsze duża zbiorowość. Mimo wszystko żal mi ludzi, którzy połowę lub więcej swojego urlopu, w okresie świąt spędzają w kolejkach. Tutaj nawet nie ma możliwości podzielenia terminów, jak u nas rozdziela się ferie zimowe. Mamy jedną, ustaloną datę, kiedy jest nowy rok i tyle.
